We wtorek, 8 lutego, odbyło się w auli ZSO spotkanie uczniów klas trzecich z posłem na Sejm z województwa warmińsko-mazurskiego Aleksandrem Szczygło, który należy do klubu poselskiego Prawa i Sprawiedliwości.

Zazwyczaj w naszym Liceum tematyka spotkań z parlamentarzystami wiązała się z ich pracą, obowiązkami, codziennym życiem „przy ulicy Wiejskiej” i ograniczała się raczej do przemycania między wierszami programów politycznych i ideologii. Sądzę jednak, że tym razem sumieniu Pana Posła należy pozostawić do rozstrzygnięcia kwestię, czy szkoła państwowa jest odpowiednim miejscem do prowadzenia agitacji politycznej, a zwrócić uwagę na poruszony przezeń problem wad i niedociągnięć Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy.

Dlaczego? Otóż, podpisanie i przyjęcie Konstytucji Europejskiej jest wydarzeniem równie wielkiej, jeśli nie większej wagi, niż samo zeszłoroczne przystąpienie Polski do wspólnoty. Spróbujmy sobie przypomnieć czas, gdy propaganda prounijna i proreferendalna otaczała nas ze wszystkich stron. Unię Europejską zachwalali wszyscy: rząd, samorząd, przeróżne stowarzyszenia, nawet polskie kościoły. Głosy reprezentujące liczną część społeczeństwa zostały zakrzyczane. Nawet my – społeczność szkolna – organizowaliśmy debaty, przeprowadzaliśmy ankiety i spotkania ze specjalistami w kwestii integracji europejskiej. Pamiętam nawet głosy uczniów po spotkaniu z profesorem UWM panem Puchajdą, który opisywał swoje długoletnie doświadczenia pracy we Francji , a ze względu na apolityczny charakter szkoły wolał mówić o francuskiej mentalności, o życiu w międzynarodowym towarzystwie etc. Nasi studiujący już koledzy domagali się wręcz agitowania za integracją…

Skoro w tamtym okresie było tyle miejsca na euforię, to teraz powinno się znaleźć dużo więcej miejsca na rzeczową dyskusję o zaletach i wadach konstytucji i jeszcze wielu innych wyborach, które czekają polskie władze podczas prowadzenia niełatwego dialogu z Brukselą i w tym sensie Pan Poseł miał w pełni uzasadnione powody, aby takie spotkanie zainicjować.

Podstawowe zarzuty PiS wobec Konstytucji Europejskiej to mniej korzystny dla Polski sposób głosowania w Radzie Unii Europejskiej, specjalne uprawnienia dla landów byłej NRD oraz ograniczanie samodzielności prowadzenia własnej polityki zagranicznej przez państwa członkowskie (a tym samym ograniczanie możliwości rozwijania dobrych stosunków polsko-amerykańskich) oraz próba ujednolicania podatków, czyli podnoszenie ich do poziomu obowiązującego w RFN oraz Francji.

Trudno się z tymi tezami, a w szczególności z ostatnią, nie zgodzić, ponieważ fiskalizm w tych państwach prowadzi do deficytu budżetowego, bezrobocia i recesji. Aby rozwinąć ten wątek, zadałem Panu Posłowi pytania o problem dyktatu francusko-niemieckiego, łamania przez te państwa Paktu Stabilności i Wzrostu, o możliwość tworzenia koalicji w ramach Europarlamentu przeciwko temu tandemowi, wreszcie o polityczne skutki ewentualnego odrzucenia przez Polskę traktatu konstytucyjnego.

W swoich odpowiedziach poseł A. Szczygło wykazał się dużym poczuciem realizmu politycznego. Mówił o sojuszu przeciw poczynaniom Francji i Niemiec, jako o bloku, którego wspólnym mianownikiem jest proamerykanizm, oraz przedstawiał rok 2006, jako najlepszy czas na przeprowadzenie referendum, ponieważ w takiej sytuacji Polska nie musiałaby być hipotetycznie pierwszym krajem je odrzucającym.

Bardzo ciekawa była dyskusja Pana Posła z Przemkiem Wyrwasem, która dotyczyła zasadności udzielania pomocy publicznej dla nierentownych przedsiębiorstw. Poseł przyciskany do muru przez Przemka unikał jednak wydawania kategorycznych sądów, podobnie jak przy moim pytaniu z zasadność prywatyzacji. Poseł Szczygło przedstawiał również swój pogląd na kwestię podatków – i to właśnie były owe momenty, kiedy czułem się nie jak na spotkaniu dotyczącym konstytucji, ale na wiecu wyborczym.

Kiedy jedna uczennica zadała pytanie o listę Wildsteina, zacząłem się zastanawiać, czy to nie my, uczniowie, na takich spotkaniach prowokujemy polityków do wypowiadania ostrych słów, bo takie padły. Przecież ja sam w pierwszym pytaniu odniosłem się krytycznie do kompetencji posłów samoobrony, za co sympatyków tej partii przez wzgląd na apolityczność szkoły przepraszam. Uważam również, że osoby w klasach maturalnych nie powinny posłowi zadawać pytań,. na które nie ma odpowiedzi, i pytań które nie dotyczą nawet pośrednio działalności pana posła, zmuszając do wypowiadania się na tematy, w których nie ma obowiązku bycia kompetentnym. Mam tu na myśli problem poruszonych przez jednego ucznia negocjacji w sprawie budowy tartaków w naszej okolicy przez koncern IKEA.

W starożytnej Grecji demokrację przed ochlokracją broniła obawa przeciętnego obywatela przed skompromitowaniem się na forum publicznym, jednak takich obaw niektórzy z moich kolegów nie żywią, przez co stawiali posła w naprawdę niezręcznej sytuacji.

Na koniec pragnę odnieść się do pytania Kasi Klimaszewskiej, która wyraziła wątpliwość, czy mówienie o dyktatach, konfliktach i koalicjach w ramach Unii Europejskiej nie przeczy samej idei integracji. Pan Poseł odpowiedział bardzo dyplomatycznie: „nie ma po co udawać, że się lubimy (my – narody Europy)”. Ja natomiast muszę stwierdzić, w oparciu wiedzę historyczną, dotyczącą integracji europejskiej, jak również znajomość wypowiedzi uznanych politologów i zwykłych ludzi, w których chociażby pamięć o takich wydarzeniach jak Wołyń pozostaje żywa, że trzeba jasno powiedzieć: My, narody Europy, nie integrujemy się z tego powodu, że łączy nas więź braterstwa, którą chcemy w ten sposób przypieczętować, ale dlatego że braćmi nie jesteśmy i chcemy tą drogą uniknąć kolejnej wojny.

To przerażający obraz natury ludzkiej, ale początek integracji ograniczał się do przekazania pod międzynarodowy zarząd kontroli nad produkcją, handlem i cenami węgla, stali, a w następnym traktacie – energii atomowej, a więc wszystkiego, czego trzeba do prowadzenia wojny totalnej. Na szczęście obecna współpraca francusko-niemiecka rozwija się wspaniale, a psychoza konfliktu między tymi dwoma narodami, jaka towarzyszyła ojcom Europy, może odejść w zapomnienie

Jędrzej Górski

Chętnie podejmę polemikę

Podzielam opinię autora tekstu pt. „O integracji europejskiej i nie tylko” na temat konieczności konstruktywnej debaty w kwestii „Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy”. Mam jednak wątpliwości co do słuszności stawianych przez Pana Posła Szczygło tez. Zdaję sobie sprawę, iż pełni funkcję związaną z monitoringiem procesów integracyjnych (w Sejmie RP jest zastępcą przewodniczącego Komisji ds. Unii Europejskiej), lecz uważam, że zaprezentowane prognozy odnośnie polskich priorytetów w polityce zagranicznej nie powinny deprecjonować naszych relacji z Francją i Niemcami na rzecz ściślejszych więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Realizmem politycznym byłaby natomiast próba odbudowy dobrych relacji z państwami Trójkąta Weimarskiego. Dotychczasowy proamerykanizm nie przekłada się na znaczące korzyści materialne, a tylko wzmaga poczucie strachu przed ewentualnym atakiem terrorystycznym. Co zaś się tyczy samej „konstytucji” to podzielam pogląd, iż ten dokument nie jest szczytem osiągnięć polskiej dyplomacji. Wiele w nim niejasności i różnic semantycznych w zależności od wersji językowej. Tym nie mniej nie należy tej dyskusji zamykać, ale wskazać perspektywę rozwoju Unii Europejskiej, która nie jest organizacją mającą zacierać różnicę między narodami ze względu na wspólne podłoże kulturowo-religijne, ale ze względu na interesy ekonomiczne sygnatariuszy poszczególnych traktatów. Chętnie podejmę polemikę w tej sprawie.

Rafał Sidorowicz